piątek, 15 listopada 2013
piątek, 11 października 2013
#6. "Martwiłem się, że coś ci się stanie."
<3 w chuj uzależnia. <3
______________________________________________________________
~ Hannah. ~
Siedzę i myślę. Nie mam gdzie się podziać. Nie chcę do nich wracać. Z chęcią poszłabym do domu, zrobiła ciepłe kakao, włączyła komputer i wylała wszystkie smutki, złości i uczucia, których się chcę pozbyć w Word'a. Ale nie wrócę, bo nie mam jak. Nie dojdę na piechotę, a nie chcę też łapać stopa. Boję, się, że coś mi się stanie. Dużo ludzie mówią o zagrożeniach, które spotykają autostopowiczki, a ja naiwna w to wierzę. Trudno, zostanę tu, aż do momentu gdy ktoś normalny mnie znajdzie i zaprowadzi do miejsca gdzie będę czuła się bezpieczna – domu.
Zimno mi. Trzęsę się. Nie wzięłam żadnej kurtki, bluzy stamtąd. Po prostu wybiegłam pod wpływem złości, czego nie żałuję, chociaż gniję tu sama. Dziwna jestem, prawda?
-Halo! Jest tu ktoś? Dziewczyno w różowych włosach jesteś?! Halo!
Ktoś, kogoś wołał. Dziewczynę o różowych włosach, zaraz.. ja mam różowe włosy.
Z chęcią bym do nich coś powiedziała, dała znać, że tu jestem. Ale boję się ryzyka, że będzie to, ta świni Andy albo, gorzej CC.
-Gdzie jesteś?! Wiemy, że się tu chowasz! Pokaż się nam!
Drugi z głosów, brzmiał bardzo znajomo. Taki przyjemny, ale zarazem troszeczkę zachrypnięty. Męski. Mój ideał głosu. Przypominał mi trochę głos Chris'a Cerulli z Motionless In White, ale nie wierzę, żeby był aż tak bezinteresowny i poszedł mnie z kimś innym szukać.
-To tylko, ja. Chris i Ricky! Nie musisz się nas bać, nic ci nie zrobimy!
Wykrzyknęli razem. Jakby byli zmówieni, że teraz w tym momencie.
Nabrałam pewności i wstałam z ciała, na którym przed chwilą siedziałam. Postanowiłam, że pójdę za ich głosem.
-Nie chowaj się już, pojedziesz z nami do domu Chris'a i tam przenocujesz! Nic ci się nie stanie.
Chłopaki próbowali przekrzyczeć odgłosy lasu i ciche ryki aut z pobliskiej autostrady.
-Tu jestem.
Krzyknęłam niemal natychmiast, gdy tylko zauważyłam czarne sylwetki dwóch mężczyzn.
Cieszę się, że to właśnie oni mnie znaleźli. Ricky'emu ufam, on nie brał udziału w „sporze” dotyczącym trójkącika Chris'a, CC'ego i Ashley'a.
-Tu jesteś, zgubo ty moja! Martwiłem się, że coś ci się stanie. Wszystko w porządku?
Chris rzucił się na mnie jakby nie widział mnie przynajmniej przez 10 lat. Ricky stał spokojnie i obserwował.
-Chris dusisz! -Puścił.- Jak widzisz, nic mi nie jest. Tylko trochę zmarzłam.
-To chodź do samochodu. Włączymy klimatyzację i będzie okej.
Wciął się „Horror”. Lubię go. Nie dość, że zabójczo przystojny, to inteligentny i zachowawczy.
-Okej.
Wtuliłam się w ciepły tors Motionless'a.
...
~ W domu Brides'ów. ~
-Andy i coś ty kurwa zrobił co?!
Zaczął swoje przesłuchanie Sykes.
-Wgl., gdzie są Cerulli z Olsonem?! Co?
CC przestał obijać siarczastymi pięściami twarz i tors Andy'go. Więc ten mógł swobodnie odpowiadać na zadawane mu pytania.
-A czy ty kurwa, umiesz słuchać? -Andy zaczął pluć krwią na piękny biały dywan.- Poszli jej szukać, nie słyszałeś jak ogłaszał to Pan Bohater?
-Oj pożałujesz tego Biersack, pożałujesz.
Odkręcił się na pięcie Sykes i wyszedł.
~ Hannah. ~
Siedzę i myślę. Nie mam gdzie się podziać. Nie chcę do nich wracać. Z chęcią poszłabym do domu, zrobiła ciepłe kakao, włączyła komputer i wylała wszystkie smutki, złości i uczucia, których się chcę pozbyć w Word'a. Ale nie wrócę, bo nie mam jak. Nie dojdę na piechotę, a nie chcę też łapać stopa. Boję, się, że coś mi się stanie. Dużo ludzie mówią o zagrożeniach, które spotykają autostopowiczki, a ja naiwna w to wierzę. Trudno, zostanę tu, aż do momentu gdy ktoś normalny mnie znajdzie i zaprowadzi do miejsca gdzie będę czuła się bezpieczna – domu.
Zimno mi. Trzęsę się. Nie wzięłam żadnej kurtki, bluzy stamtąd. Po prostu wybiegłam pod wpływem złości, czego nie żałuję, chociaż gniję tu sama. Dziwna jestem, prawda?
-Halo! Jest tu ktoś? Dziewczyno w różowych włosach jesteś?! Halo!
Ktoś, kogoś wołał. Dziewczynę o różowych włosach, zaraz.. ja mam różowe włosy.
Z chęcią bym do nich coś powiedziała, dała znać, że tu jestem. Ale boję się ryzyka, że będzie to, ta świni Andy albo, gorzej CC.
-Gdzie jesteś?! Wiemy, że się tu chowasz! Pokaż się nam!
Drugi z głosów, brzmiał bardzo znajomo. Taki przyjemny, ale zarazem troszeczkę zachrypnięty. Męski. Mój ideał głosu. Przypominał mi trochę głos Chris'a Cerulli z Motionless In White, ale nie wierzę, żeby był aż tak bezinteresowny i poszedł mnie z kimś innym szukać.
-To tylko, ja. Chris i Ricky! Nie musisz się nas bać, nic ci nie zrobimy!
Wykrzyknęli razem. Jakby byli zmówieni, że teraz w tym momencie.
Nabrałam pewności i wstałam z ciała, na którym przed chwilą siedziałam. Postanowiłam, że pójdę za ich głosem.
-Nie chowaj się już, pojedziesz z nami do domu Chris'a i tam przenocujesz! Nic ci się nie stanie.
Chłopaki próbowali przekrzyczeć odgłosy lasu i ciche ryki aut z pobliskiej autostrady.
-Tu jestem.
Krzyknęłam niemal natychmiast, gdy tylko zauważyłam czarne sylwetki dwóch mężczyzn.
Cieszę się, że to właśnie oni mnie znaleźli. Ricky'emu ufam, on nie brał udziału w „sporze” dotyczącym trójkącika Chris'a, CC'ego i Ashley'a.
-Tu jesteś, zgubo ty moja! Martwiłem się, że coś ci się stanie. Wszystko w porządku?
Chris rzucił się na mnie jakby nie widział mnie przynajmniej przez 10 lat. Ricky stał spokojnie i obserwował.
-Chris dusisz! -Puścił.- Jak widzisz, nic mi nie jest. Tylko trochę zmarzłam.
-To chodź do samochodu. Włączymy klimatyzację i będzie okej.
Wciął się „Horror”. Lubię go. Nie dość, że zabójczo przystojny, to inteligentny i zachowawczy.
-Okej.
Wtuliłam się w ciepły tors Motionless'a.
...
~ W domu Brides'ów. ~
-Andy i coś ty kurwa zrobił co?!
Zaczął swoje przesłuchanie Sykes.
-Wgl., gdzie są Cerulli z Olsonem?! Co?
CC przestał obijać siarczastymi pięściami twarz i tors Andy'go. Więc ten mógł swobodnie odpowiadać na zadawane mu pytania.
-A czy ty kurwa, umiesz słuchać? -Andy zaczął pluć krwią na piękny biały dywan.- Poszli jej szukać, nie słyszałeś jak ogłaszał to Pan Bohater?
-Oj pożałujesz tego Biersack, pożałujesz.
Odkręcił się na pięcie Sykes i wyszedł.
_______________________________________________________
Mam nadzieję, że BiersackGirl, mnie za to nie zabiją.
środa, 25 września 2013
#5 "...bo co może zdziałać typowy pies na baby?"
Popłakałam się kurwa, przez tą jebaną piosenkę... a raczej przez kurwa obrazki, kurwa. i jeszcze raz kurwa. ja pierdole, nie żyjesz szmato.
___________________________________________________________________
Biegłam. Wkurwił mnie. Wkurwił na poważnie. Robiło się ciemno, a ja dalej biegłam. Szczerze to nawet nie wiem do kąd. Nie znam tego miasta, jest stanowczo dla mnie za duże, jest mi kompletnie nie znane. Dziwne uczucie...
Jak on, wogule mógł powiedzieć coś takiego?! Mówi się "Najgorsza prawda jest lepsza od najsłodszego kłamstwa.". Lecz w tej sytuacji wolałabym, gdyby użył tej pierwszej wersji. Oszczędziło by mi to wszystkiego. Tych wszystkich pierdolonych zmartwień. Jestem daleko od domu, nie mam gdzie się podziać. No tak, zostają mi tylko oni.. ale ja nie chcę do nich wracać. Mógłby powiedzieć, "Ściągnęliśmy cię tutaj, bo jesteś tak zajebista, że musimy przeprowadzić zbiorowy gwałt.". Ale do jasnej cholery NIE TO! Też mam kurwa swoje uczucia i kurwa nie pozwolę, żeby ktokolwiek miał je kurwa ranić.
Zmęczenie dało mi się we znaki. Muszę odpocząć, muszę się zatrzymać chociaż na chwilę. Ale ja nie chcę. Chcę być jak najdalej od tego pierdoloego domu, od nich wszystkich!I wiecie co? Tak, znienawidziłam swojego muzycznego zbawiciela.
Usiadłam na jakimś twardym ciale, które leżało tutaj. W moim pobliżu. A może to była ławka, któą ktoś postawił żeby mogłą dać tak zajbieście potrzebne ukojenie psychiczne? Nie wiem.
Rozejrzałam się po okolicy. Tak bardzo intrygująca, a z drugiej strony tak bardzo niebezpieczna. Świetna.
W oddali roiło się od jasnych mgiełek - miejskich świateł. Co by było jak bym się tam znalazła? I znowu te zjebane NIE WIEM. Pewnie chodziła bym ulicami, aż do zmęczenia i stała się pośmiewiskiem "tamtego świata".
Na około mnie stał piękny, ogromny i zapewne ciemny las. Lubię tajemnice. Są ciekawe, a radość z odgadnięcia rozwiązania niesamowita. Powoli dochodzę do wniosku, że znajduję się w czym w rodzaju polany.
Jeszcze mi tu brakuje seryjnego mordercy, który z chęcią mnie zabije i opuszczonej, nawiedzonej chatki. Nie wiem dlaczego, ale takie miejsca zawsze mnie cholernie intrygowały.
Usłyszałam, że ktoś idze. Kogoś kroki. O kurwa, a jak to rzeczywiście seryjny morderca, albo jakaś zjawa? Już nie żyję..
~ W domu Brides'ów. ~
-Andy, kurwa gdzie ona się podziała!?
Schodząc z ostatniego schodka spytał mocno poddenerwowany Cerulli.
W środku Andy się gotował. Gotował z rzalu, smutku i złości. W końcu znalazł się w sytuacji, w której obiecał sobie, że nigdy się nie znajdzie. Ironnia losu, kurwa. W jednej chwili spierdolił wszystko. Dlaczego jej powiedział, to, a nie jakieś puste kłamstwo? Sam zachodził w głowę.
-Wybiegła.
-Ale dlaczego. Kurwa, coś ty zrobił?!
Gwałtownie na wokalistę rzucił się CC. Gdyby coś jej się stało, zabiłby go. Zabił na serio. Zerwał z Lauren, co ja pierdole?! ona go rzuciła. Dlaczego? - Gdyż była pustą lalą, która chciała tylko kasy. Postanowiła, że znajdzie sobie innego, naiwnego. Który będzie bardziej nadziany.
-Zajebię cię skurwysynu pierdolony!
Wściekły Coma rzucał słowami prosto w przerażoną twarz frontmen'a BVB.
-STOP KURWA! Znajdę ją.
Wtrącił się, również wściekły Motionless. Z chęcią dołączył by do Comy, ale nie chciał poważnie uszkodzić perkusisty.
And Id give anything
to hear your
fucking voice again.
Ta myśl sprytnie przbiegła po głowie wokalisty MIW.
Motionless wyszedł, a za nim Ricky Olson.
Purdy jak i reszta 13-stu muzyków przyglądała się zaistniałej sytuacji. Dlaczego Purdy się nie rusza? - No bo co może zdziałać typowy pies na baby?...
_______________________________________________
Sorki, że tak krótko. Załamanie psychiczne mnie dopadło.
Biegłam. Wkurwił mnie. Wkurwił na poważnie. Robiło się ciemno, a ja dalej biegłam. Szczerze to nawet nie wiem do kąd. Nie znam tego miasta, jest stanowczo dla mnie za duże, jest mi kompletnie nie znane. Dziwne uczucie...
Jak on, wogule mógł powiedzieć coś takiego?! Mówi się "Najgorsza prawda jest lepsza od najsłodszego kłamstwa.". Lecz w tej sytuacji wolałabym, gdyby użył tej pierwszej wersji. Oszczędziło by mi to wszystkiego. Tych wszystkich pierdolonych zmartwień. Jestem daleko od domu, nie mam gdzie się podziać. No tak, zostają mi tylko oni.. ale ja nie chcę do nich wracać. Mógłby powiedzieć, "Ściągnęliśmy cię tutaj, bo jesteś tak zajebista, że musimy przeprowadzić zbiorowy gwałt.". Ale do jasnej cholery NIE TO! Też mam kurwa swoje uczucia i kurwa nie pozwolę, żeby ktokolwiek miał je kurwa ranić.
Zmęczenie dało mi się we znaki. Muszę odpocząć, muszę się zatrzymać chociaż na chwilę. Ale ja nie chcę. Chcę być jak najdalej od tego pierdoloego domu, od nich wszystkich!I wiecie co? Tak, znienawidziłam swojego muzycznego zbawiciela.
Usiadłam na jakimś twardym ciale, które leżało tutaj. W moim pobliżu. A może to była ławka, któą ktoś postawił żeby mogłą dać tak zajbieście potrzebne ukojenie psychiczne? Nie wiem.
Rozejrzałam się po okolicy. Tak bardzo intrygująca, a z drugiej strony tak bardzo niebezpieczna. Świetna.
W oddali roiło się od jasnych mgiełek - miejskich świateł. Co by było jak bym się tam znalazła? I znowu te zjebane NIE WIEM. Pewnie chodziła bym ulicami, aż do zmęczenia i stała się pośmiewiskiem "tamtego świata".
Na około mnie stał piękny, ogromny i zapewne ciemny las. Lubię tajemnice. Są ciekawe, a radość z odgadnięcia rozwiązania niesamowita. Powoli dochodzę do wniosku, że znajduję się w czym w rodzaju polany.
Jeszcze mi tu brakuje seryjnego mordercy, który z chęcią mnie zabije i opuszczonej, nawiedzonej chatki. Nie wiem dlaczego, ale takie miejsca zawsze mnie cholernie intrygowały.
Usłyszałam, że ktoś idze. Kogoś kroki. O kurwa, a jak to rzeczywiście seryjny morderca, albo jakaś zjawa? Już nie żyję..
~ W domu Brides'ów. ~
-Andy, kurwa gdzie ona się podziała!?
Schodząc z ostatniego schodka spytał mocno poddenerwowany Cerulli.
W środku Andy się gotował. Gotował z rzalu, smutku i złości. W końcu znalazł się w sytuacji, w której obiecał sobie, że nigdy się nie znajdzie. Ironnia losu, kurwa. W jednej chwili spierdolił wszystko. Dlaczego jej powiedział, to, a nie jakieś puste kłamstwo? Sam zachodził w głowę.
-Wybiegła.
-Ale dlaczego. Kurwa, coś ty zrobił?!
Gwałtownie na wokalistę rzucił się CC. Gdyby coś jej się stało, zabiłby go. Zabił na serio. Zerwał z Lauren, co ja pierdole?! ona go rzuciła. Dlaczego? - Gdyż była pustą lalą, która chciała tylko kasy. Postanowiła, że znajdzie sobie innego, naiwnego. Który będzie bardziej nadziany.
-Zajebię cię skurwysynu pierdolony!
Wściekły Coma rzucał słowami prosto w przerażoną twarz frontmen'a BVB.
-STOP KURWA! Znajdę ją.
Wtrącił się, również wściekły Motionless. Z chęcią dołączył by do Comy, ale nie chciał poważnie uszkodzić perkusisty.
And Id give anything
to hear your
fucking voice again.
Ta myśl sprytnie przbiegła po głowie wokalisty MIW.
Motionless wyszedł, a za nim Ricky Olson.
Purdy jak i reszta 13-stu muzyków przyglądała się zaistniałej sytuacji. Dlaczego Purdy się nie rusza? - No bo co może zdziałać typowy pies na baby?...
_______________________________________________
Sorki, że tak krótko. Załamanie psychiczne mnie dopadło.
sobota, 14 września 2013
#4 "Boże, Andy jakie to romantyczne......"
Tak więc powracam! Heuhehuehuehue. Napisałam ten rozdział w samochodzie, więc wcale nie zdziwię się jak zaczniecie mnie hejtować, że coś jest mega źle.... Aczkolwiek mam nadzieję, że wam się chociaż trochę wam spodoba. Zapraszam!
__________________________________________________________________________
-Co, co się stało?? -Churkiem spytała mnie 17-stka uroczych muzyków.-
Wow! I ja mam tu spać? Ten pokój jest lepszy od tych o których marzyłam. Nigdy sobie nie wyobrażałam lepszego.
Cały był urządzony na biało, tylko meble były matowo-czarne. Efekt jest zniewalający. W tym momencie wcale nie chcę mi się stąd uciekać. Mogła bym tu zostać do skótku. Chociaż... nie mogę tak. Nie mogę zawieźć mojej cioci, ona robi dla mnie wszystko. Mimo, że jest czasami bardzo natarczywa, i nie da się jej do niczego przekonać, to wiem, że mnie kocha. Na pewno się o mnie martwi.
-Ej, stało się coś? -Poczułam, że ktoś mną potrząsa.- Piękności! Żyjesz? -To na bank był głos "Horror'a".-
-Yyyy.. -Zacięłam się.- Oprócz tego, że jest to najcudowniejszy pokój na świecie to nic. -Odpowiedziałam, w dalszym ciągu wpatrując się w głąb pomieszczenia.-
-Tak, wiem. Jest śliczny. -Wtrącił się nasz playboy'ek.- W końcu sam go urządziłem!. -Zgaduję, że wypią dumnie pierś.-
No trzeba mu przyznać. Ma świetny gust.
-Ash debilu. Ona i tak na ciebie nie leci! -Mądrala CC.- Ona woli wykwintnych Christian'ów. Takich jak ja.
-No chyba cię gnie pojebku. Wykwintym Chris'em, to jestem ja. -Takkk, Motionless. Inteligencja.-
-Zamknijcie wy się wszyscy! Pokój jest świetny, a co do Chris'ów to żaden z was nie jest mnie godzien. -Odwórciłam się w stronę moich gwiazdeczek.- I nik mnie nie będzie gwałcił, kuźwa! Ewentaulanie możecie stworzyć trójkącik, skoro macie taką chcicę. -Uśmiechnęłam się najszczeżej jak tylko umiałam.-
-Co?! Śmieszne. Nie mam zamiru się z nimi pieprzyć. -Oburzył się Ashley.-
Postanowiłam, że ich oleję. Skoro mają zamiar się teraz kłucić, to proszę bardzo. Ale beze mnie. Zeszłam na dół.
-No no, kuchnię też mają ładną. Nie powiem. -Wzięłam z jednej z wielu szafek, szklankę i nalałam sobie jakiegoś soku.-
-To akurat ja urządałem. Ładne, prawda? -Zimny dreszcz przeszedł po mojej szyi, upuściłam szklankę.-
-Kurwa, Andy zabić mnie chcesz?! -Spuściłam mu z lićia.-
-Ej, a za co to?! Przecież nic nie zrobiłem! -Zaczął rozmasowywać czerwony ślad mojej ręki.-
-Jak to kurwa za co?! Przestraszyłeś mnie deklu!
-Przepraszam. -Zrobił oczy kota ze shreka. Oj, Andy! Ja nie jestem uległa na ten chwyt. Zbyt tani jak dla mnie.- W nagrodę mogę zorbić ci kawy, zgoda?
-Kochanie, ale nie trzeba. -Posłałam mu mordercze spojrzenie.-
-No nie bądź taka. Daj się namówić na kawę, to opowiem ci po co cię tutaj sprowadziliśmy.
-A co będzie jak się nie zgodzę? -Założyłam rękę na rękę. Użyję szantażu.-
-No nie wiem. Nie chciała byś się dowiedzieć? Kawę ci zrobię. No proszę. -No okej, ten uśmiech mnie przekonał.-
Dobra. Ale i tak cię nie lubię. -Heuheuheue, żartuje.-
-Tak więc po co mnie tutaj przygarneliście? -Usiadłam za stołem.-
-Wpadłaś w oko CC'emu. Zerwał z Lauren. Potrzebuje jakiejś odskoczni. Myślałem, że twoja obecność sprawi, że będzie się czuł lepiej.
Boże, Andy jakie to romantyczne.... Rzygam tęczą, normalnie.
-Chcesz mi powiedzieć, że mam być zabawką?! -Mój ton głosu przybrał barwę baaardzo groźnego.-
-Nie.. po prostu. -Zaciął się.-
-Wiesz, co?! Zamknij się!
Wybiegłam z domu. Nie mam ochoty tego słuchać....
CDN :*
__________________________________________________________________________
-Co, co się stało?? -Churkiem spytała mnie 17-stka uroczych muzyków.-
Wow! I ja mam tu spać? Ten pokój jest lepszy od tych o których marzyłam. Nigdy sobie nie wyobrażałam lepszego.
Cały był urządzony na biało, tylko meble były matowo-czarne. Efekt jest zniewalający. W tym momencie wcale nie chcę mi się stąd uciekać. Mogła bym tu zostać do skótku. Chociaż... nie mogę tak. Nie mogę zawieźć mojej cioci, ona robi dla mnie wszystko. Mimo, że jest czasami bardzo natarczywa, i nie da się jej do niczego przekonać, to wiem, że mnie kocha. Na pewno się o mnie martwi.
-Ej, stało się coś? -Poczułam, że ktoś mną potrząsa.- Piękności! Żyjesz? -To na bank był głos "Horror'a".-
-Yyyy.. -Zacięłam się.- Oprócz tego, że jest to najcudowniejszy pokój na świecie to nic. -Odpowiedziałam, w dalszym ciągu wpatrując się w głąb pomieszczenia.-
-Tak, wiem. Jest śliczny. -Wtrącił się nasz playboy'ek.- W końcu sam go urządziłem!. -Zgaduję, że wypią dumnie pierś.-
No trzeba mu przyznać. Ma świetny gust.
-Ash debilu. Ona i tak na ciebie nie leci! -Mądrala CC.- Ona woli wykwintnych Christian'ów. Takich jak ja.
-No chyba cię gnie pojebku. Wykwintym Chris'em, to jestem ja. -Takkk, Motionless. Inteligencja.-
-Zamknijcie wy się wszyscy! Pokój jest świetny, a co do Chris'ów to żaden z was nie jest mnie godzien. -Odwórciłam się w stronę moich gwiazdeczek.- I nik mnie nie będzie gwałcił, kuźwa! Ewentaulanie możecie stworzyć trójkącik, skoro macie taką chcicę. -Uśmiechnęłam się najszczeżej jak tylko umiałam.-
-Co?! Śmieszne. Nie mam zamiru się z nimi pieprzyć. -Oburzył się Ashley.-
Postanowiłam, że ich oleję. Skoro mają zamiar się teraz kłucić, to proszę bardzo. Ale beze mnie. Zeszłam na dół.
-No no, kuchnię też mają ładną. Nie powiem. -Wzięłam z jednej z wielu szafek, szklankę i nalałam sobie jakiegoś soku.-
-To akurat ja urządałem. Ładne, prawda? -Zimny dreszcz przeszedł po mojej szyi, upuściłam szklankę.-
-Kurwa, Andy zabić mnie chcesz?! -Spuściłam mu z lićia.-
-Ej, a za co to?! Przecież nic nie zrobiłem! -Zaczął rozmasowywać czerwony ślad mojej ręki.-
-Jak to kurwa za co?! Przestraszyłeś mnie deklu!
-Przepraszam. -Zrobił oczy kota ze shreka. Oj, Andy! Ja nie jestem uległa na ten chwyt. Zbyt tani jak dla mnie.- W nagrodę mogę zorbić ci kawy, zgoda?
-Kochanie, ale nie trzeba. -Posłałam mu mordercze spojrzenie.-
-No nie bądź taka. Daj się namówić na kawę, to opowiem ci po co cię tutaj sprowadziliśmy.
-A co będzie jak się nie zgodzę? -Założyłam rękę na rękę. Użyję szantażu.-
-No nie wiem. Nie chciała byś się dowiedzieć? Kawę ci zrobię. No proszę. -No okej, ten uśmiech mnie przekonał.-
Dobra. Ale i tak cię nie lubię. -Heuheuheue, żartuje.-
-Tak więc po co mnie tutaj przygarneliście? -Usiadłam za stołem.-
-Wpadłaś w oko CC'emu. Zerwał z Lauren. Potrzebuje jakiejś odskoczni. Myślałem, że twoja obecność sprawi, że będzie się czuł lepiej.
Boże, Andy jakie to romantyczne.... Rzygam tęczą, normalnie.
-Chcesz mi powiedzieć, że mam być zabawką?! -Mój ton głosu przybrał barwę baaardzo groźnego.-
-Nie.. po prostu. -Zaciął się.-
-Wiesz, co?! Zamknij się!
Wybiegłam z domu. Nie mam ochoty tego słuchać....
CDN :*
sobota, 31 sierpnia 2013
#3. "Ale już zajęta, wybaczcie panowie."
Mam tak bardzo zjebany dzień, że nie zdziwię się jak to będzie słabe.
Natalie - dziękuję za te wszystkie komentarze. Kocham cię ty moja żono. <3
------------
Na kanapie siedział Andy, cały skład Motionless In White i Bring Me The Horizon. Kurwa, czy ja jestem w niebie?
-Cześć.
Churkiem przywitali mnie muzycy.
-Yyyy, -Przez chwilę nie mogłam nic powiedzieć.- Cześć. -Wymusiłam na swojej twarzy uśmiech. Tylko na to w tym momencie było mnie stać.-
-To jest ta laska ze zlotu?
Andy, podszedł do zszokowanej do granic możliwości mnie i na przywitanie pocałował mnie w rękę. Oczywiście moja twarz zlała się z czerwonymi ścianami pięknie użądzonego dużego pokoju.
Stałam wzryta, jakby przede mną stał jakiś potwór, kóry chce mnie uśmiercić.
-Tak, to ta. Ładna no nie. -Wyręczył mnie Ashley.- Ale już zajęta, wybaczcie panowie. -Ash pocałował mnie w policzek. Czy ja kiedyś wspominałam, że go ukatrupię?-
Teraz jeszcze bardziej wryło mnie w podłogę, straciłam grunt pod nogami. WHAT THE FUCK?! W oka mgnieniu znalazłam się na kolanach CC'ego. Po mojej, to znaczy naszej lewej stronie siedział Chris Motionless, a po prawiej Matt Nicholls. Ja naprawdę umarłam. I nie chcę zmartchwystać.
-Dowiem się po co tu jestem? Ash i Coma, mówili, że będą mnie gwałcić -Chwilę się zastanowiłam.- Ale, jednak im nie wierzę. -Na samą myśl mojego geniusza, zaśmiałam się we własnej głowie.-
-Andy?
Któryś z panów, dyskretnie kazał tłumaczyć się wokaliście Black Veil Brides.
-Ymm, co ja?! -Podrapał się po głowie.-
-Powiesz mi, dlaczego tutaj z wami siedzę? -Uśmiechnęłam się lekko poirytowana.-
-W zasadzie to nie wiem. Na zlocie, wszyscy się na mnie rzucili jak bym był w męskich stringach, a ty nie. Zaciekawiło mnie to i po prostu chciałem cię zobaczyć. Wystarczający pretekst?
Coś mi tu śmierdzi. Oj, Andy i to jak badzo śmierdzi.
-No już zobaczyłeś, wy też. A teraz może mnie ktoś odwieźć do domu, bo nie mam zamiaru w dalszym ciągu kraść waszego cennego czasu. -Uśmiechnęłam się do wszystkich w około najszczerzej jak tylko umiem.-
-No zobaczyliśmy. Ale możesz zostać. -Tak jakoś zajebiście intrygująco powiedział to Motionless. Tak jakby chciał mnie zauroczyć, tak jak CC przed samochodem.-
-Zboczeńcy, wszędzie zboczeńcy! -Wykrzyczałam z bananem na ustach.- A tak poważnie, to kto może mnie podżucić chociaż do Cincinati? -Spojrzałam na wszystkich po kolei.-
-JA! -Najszybciej zgłosił się Ashley. Miał już nawet kluczyki w dłoni, ale coś tak czuję, że CC nie puści mnie tak łatwo z tych jego chudych kolan.-
-O nie, nie i jeszcze raz nie! Ona jedzie ze mną. -Coma zrzucił mnie z kolan i już stał pod drzwiami.-
-A dlaczego by nie ze mną? -Sykes złapał mnie za rękę i prowadził do wyjścia.-
-EJ SPOKÓJ! -Krzyknęłam, tak, że Andy wylał kubek gorącego napoju na dywan. Ma się ten talent. Hahahhahaha.- Wybiorę sama, skoro jest tak dużo chętnych. -Powiedziałam już spokojniej.-
-Nie, nie, nie. Jeżeli masz sama wybierać, to nigdzie się stąd nie ruszysz, bo i tak wiem, że mnie nie wybierzesz. Więc zostajesz tutaj, chyba, że chcesz jechać ze mną. -Zatorował drogę Oliver'owi, Purdy.-
-No chyba, kurwa śnisz, kochanie. -Posłałam mu najbardziej uwodzicielskie spojrzenie, na jakie tylko w tym momencie było mnie stać.-
-On nie żartuje. -Szepnął mi do ucha CC.-
Zamyśliłam się przez chwilę.
-TAK WIĘC, GDZIE MOGĘ SPAĆ? -Odwróciłam się w stronę lekko skołowanych Jake'a, Jinxx'a i Andy'go.-
Stali tak, przez kilka długich minut.
-No pytam się.
-Yyy, drugie piętro trzeci po lewej.
-Dziękuję. -Andy dostał ode mnie wielkiego buziaka w polika.-
Poszłam szukać schodów, a jak już doszukam się tego, to "mojego" tymczasowego pokoju. Dlaczego tymczasowego? Czmychnę im w nocy i będę wracać taksówką.
Za sobą słyszałam zazdrosne "UUUUUUUU" i tego typu. Nie wiem co oni odwalają, no ale okej.
-Woooooow! -Krzyknęłam.-
..........
-----------
Natalie, wiesz czy Chris ma bachora? To pytanie męczy mnie już z tydzień.
Natalie - dziękuję za te wszystkie komentarze. Kocham cię ty moja żono. <3
------------
Na kanapie siedział Andy, cały skład Motionless In White i Bring Me The Horizon. Kurwa, czy ja jestem w niebie?
-Cześć.
Churkiem przywitali mnie muzycy.
-Yyyy, -Przez chwilę nie mogłam nic powiedzieć.- Cześć. -Wymusiłam na swojej twarzy uśmiech. Tylko na to w tym momencie było mnie stać.-
-To jest ta laska ze zlotu?
Andy, podszedł do zszokowanej do granic możliwości mnie i na przywitanie pocałował mnie w rękę. Oczywiście moja twarz zlała się z czerwonymi ścianami pięknie użądzonego dużego pokoju.
Stałam wzryta, jakby przede mną stał jakiś potwór, kóry chce mnie uśmiercić.
-Tak, to ta. Ładna no nie. -Wyręczył mnie Ashley.- Ale już zajęta, wybaczcie panowie. -Ash pocałował mnie w policzek. Czy ja kiedyś wspominałam, że go ukatrupię?-
Teraz jeszcze bardziej wryło mnie w podłogę, straciłam grunt pod nogami. WHAT THE FUCK?! W oka mgnieniu znalazłam się na kolanach CC'ego. Po mojej, to znaczy naszej lewej stronie siedział Chris Motionless, a po prawiej Matt Nicholls. Ja naprawdę umarłam. I nie chcę zmartchwystać.
-Dowiem się po co tu jestem? Ash i Coma, mówili, że będą mnie gwałcić -Chwilę się zastanowiłam.- Ale, jednak im nie wierzę. -Na samą myśl mojego geniusza, zaśmiałam się we własnej głowie.-
-Andy?
Któryś z panów, dyskretnie kazał tłumaczyć się wokaliście Black Veil Brides.
-Ymm, co ja?! -Podrapał się po głowie.-
-Powiesz mi, dlaczego tutaj z wami siedzę? -Uśmiechnęłam się lekko poirytowana.-
-W zasadzie to nie wiem. Na zlocie, wszyscy się na mnie rzucili jak bym był w męskich stringach, a ty nie. Zaciekawiło mnie to i po prostu chciałem cię zobaczyć. Wystarczający pretekst?
Coś mi tu śmierdzi. Oj, Andy i to jak badzo śmierdzi.
-No już zobaczyłeś, wy też. A teraz może mnie ktoś odwieźć do domu, bo nie mam zamiaru w dalszym ciągu kraść waszego cennego czasu. -Uśmiechnęłam się do wszystkich w około najszczerzej jak tylko umiem.-
-No zobaczyliśmy. Ale możesz zostać. -Tak jakoś zajebiście intrygująco powiedział to Motionless. Tak jakby chciał mnie zauroczyć, tak jak CC przed samochodem.-
-Zboczeńcy, wszędzie zboczeńcy! -Wykrzyczałam z bananem na ustach.- A tak poważnie, to kto może mnie podżucić chociaż do Cincinati? -Spojrzałam na wszystkich po kolei.-
-JA! -Najszybciej zgłosił się Ashley. Miał już nawet kluczyki w dłoni, ale coś tak czuję, że CC nie puści mnie tak łatwo z tych jego chudych kolan.-
-O nie, nie i jeszcze raz nie! Ona jedzie ze mną. -Coma zrzucił mnie z kolan i już stał pod drzwiami.-
-A dlaczego by nie ze mną? -Sykes złapał mnie za rękę i prowadził do wyjścia.-
-EJ SPOKÓJ! -Krzyknęłam, tak, że Andy wylał kubek gorącego napoju na dywan. Ma się ten talent. Hahahhahaha.- Wybiorę sama, skoro jest tak dużo chętnych. -Powiedziałam już spokojniej.-
-Nie, nie, nie. Jeżeli masz sama wybierać, to nigdzie się stąd nie ruszysz, bo i tak wiem, że mnie nie wybierzesz. Więc zostajesz tutaj, chyba, że chcesz jechać ze mną. -Zatorował drogę Oliver'owi, Purdy.-
-No chyba, kurwa śnisz, kochanie. -Posłałam mu najbardziej uwodzicielskie spojrzenie, na jakie tylko w tym momencie było mnie stać.-
-On nie żartuje. -Szepnął mi do ucha CC.-
Zamyśliłam się przez chwilę.
-TAK WIĘC, GDZIE MOGĘ SPAĆ? -Odwróciłam się w stronę lekko skołowanych Jake'a, Jinxx'a i Andy'go.-
Stali tak, przez kilka długich minut.
-No pytam się.
-Yyy, drugie piętro trzeci po lewej.
-Dziękuję. -Andy dostał ode mnie wielkiego buziaka w polika.-
Poszłam szukać schodów, a jak już doszukam się tego, to "mojego" tymczasowego pokoju. Dlaczego tymczasowego? Czmychnę im w nocy i będę wracać taksówką.
Za sobą słyszałam zazdrosne "UUUUUUUU" i tego typu. Nie wiem co oni odwalają, no ale okej.
-Woooooow! -Krzyknęłam.-
..........
-----------
Natalie, wiesz czy Chris ma bachora? To pytanie męczy mnie już z tydzień.
czwartek, 29 sierpnia 2013
#2."A ja myślałam, że to z was Ash, ma najbardziej rozbudowaną fantazję na punkcie relacji damsko-męskich."
Co tak słabo??
Macie, ostatnio zajebiście wielka faza na twórczość tego zespołu. <3 *_*
------------------
-A tak na poważnie, to doszło do czegoś między wami?
Spytał zmartwiony Christian.
-Nie. Nawet mnie nie pocałował, ale mimo wszystko dziękuję, że zjawiłeś się w tych drzwiach. -Uśmiechnęłam się przelotnie.- Chociaż seks z własnym idolem, musiałby być dość interesujący. -Zaśmiałam się głośno, no co CC, spojrzał na mnie spod byka.-
-On jest czasami żenujący. Bardzo żenujący. Nie to co ja, ja jestem typem romantyka.
Christian puścił mi perskie oko, na co ja prawie się zakrztusiłam tłumiąc śmiech.
-A wgl., czy mogę wiedzieć gdzie jedziemy i po co? Ta sytuacja jest dla mnie troszeczkę dziwna, nie uważasz? W końcu nie codziennie siedzi się z swoim ukochanym bębniarzem w jego samochodzie i rozmawia, jaki to on romantyczny.
Christian zapalił silnik i nacisną pedał gazu. Teraz to już napewno nie wymigam się z jego "zasadzki".
-A co masz jakieś wątpliowość, co do moich romantycznych zdolności. -Mówił jak najęty nie tracąc kontaktu wzrokowego z autostradą.- Rano obudzę cię namiętnym buziakiem, zrobię śniadanie jakie tylko będziesz chciała, poranny seks. -Nie wytrzymałam i jebnęłam się w głowę, po czym zaczęłam śmiać się na cały pojazd.- Potem zniosę ze schodów i będziemy robić co sobie tylko wymarzysz.
On chyba żartuje, nie? Mniejmy taką nadzieję.
-A ja myślałam, że to z was Ash, ma najbardziej rozbudowaną fantazję na punkcie relacji damsko-męskich. A tu takie zaskoczenie.
Christian zaśmiał się cicho. Zgasił silnik autka i wyszedł. No kurwa, ja mam tu tak siedzieć?
-I co? Masz jeszcze jakieś wątpliowości?
Drzwi samochodu otworzyły się, a moje uszy przywitał ciepły i szarmancki głos CC'ego.
-Nie, skądże, dżentelmenie.
Podałam mu dłoń, aby ułatwił mi wyjście.
-Teraz już wiesz, gdzie jesteśmy i po co?
Christian zaprowadził mnie pod drzwi ogromniastej villi, jest piękna. W takim pałacowym stylu, ale z pazurem. Za nami stał Ashley.
-A, jesteśmy tu po to, żeby cię ZGWAŁCIĆ!
Do ucha, wydarł mi się basista. No kurwa, zejdę na zawał przez niego. Naprawdę.
-Mam się zacząć bać?
Przeleciałam wzrokiem po rozbawionych twarzach muzyków.
-RATUNKU, ONI MNIE GWAŁCĄ!
Zaczęłam się wydzierać tak głośno, żeby całe Hoolywood się dowiedziało.
-Co, kurwa?!
Drzwi gwałtownie się otworzyły, a w ich progu stanęli dwójka mistrzów gitary. Jinxx i Jake.
-Nic. -Obydwu rozbawionym muzykowm, szybko zżędły miny.- Przywitajcie pokrzywdzoną ze zlotu.
Uśmiechnęłam się triumfalnie, na co cała czwórka ryknęła głośnym śmiechem.
-Chodź, Andy chce cię zobaczyć.
Poszłam za dwójką gitarzystów. Nagle znaleźliśmy się w pomieszczeniu, którego nie wiedziałam jak mam nazwać. To co tam zobaczyłam, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania....
----------------
Możecie dziękować Ariz. Przez nią mam dobry chumor. :*
Macie, ostatnio zajebiście wielka faza na twórczość tego zespołu. <3 *_*
------------------
-A tak na poważnie, to doszło do czegoś między wami?
Spytał zmartwiony Christian.
-Nie. Nawet mnie nie pocałował, ale mimo wszystko dziękuję, że zjawiłeś się w tych drzwiach. -Uśmiechnęłam się przelotnie.- Chociaż seks z własnym idolem, musiałby być dość interesujący. -Zaśmiałam się głośno, no co CC, spojrzał na mnie spod byka.-
-On jest czasami żenujący. Bardzo żenujący. Nie to co ja, ja jestem typem romantyka.
Christian puścił mi perskie oko, na co ja prawie się zakrztusiłam tłumiąc śmiech.
-A wgl., czy mogę wiedzieć gdzie jedziemy i po co? Ta sytuacja jest dla mnie troszeczkę dziwna, nie uważasz? W końcu nie codziennie siedzi się z swoim ukochanym bębniarzem w jego samochodzie i rozmawia, jaki to on romantyczny.
Christian zapalił silnik i nacisną pedał gazu. Teraz to już napewno nie wymigam się z jego "zasadzki".
-A co masz jakieś wątpliowość, co do moich romantycznych zdolności. -Mówił jak najęty nie tracąc kontaktu wzrokowego z autostradą.- Rano obudzę cię namiętnym buziakiem, zrobię śniadanie jakie tylko będziesz chciała, poranny seks. -Nie wytrzymałam i jebnęłam się w głowę, po czym zaczęłam śmiać się na cały pojazd.- Potem zniosę ze schodów i będziemy robić co sobie tylko wymarzysz.
On chyba żartuje, nie? Mniejmy taką nadzieję.
-A ja myślałam, że to z was Ash, ma najbardziej rozbudowaną fantazję na punkcie relacji damsko-męskich. A tu takie zaskoczenie.
Christian zaśmiał się cicho. Zgasił silnik autka i wyszedł. No kurwa, ja mam tu tak siedzieć?
-I co? Masz jeszcze jakieś wątpliowości?
Drzwi samochodu otworzyły się, a moje uszy przywitał ciepły i szarmancki głos CC'ego.
-Nie, skądże, dżentelmenie.
Podałam mu dłoń, aby ułatwił mi wyjście.
-Teraz już wiesz, gdzie jesteśmy i po co?
Christian zaprowadził mnie pod drzwi ogromniastej villi, jest piękna. W takim pałacowym stylu, ale z pazurem. Za nami stał Ashley.
-A, jesteśmy tu po to, żeby cię ZGWAŁCIĆ!
Do ucha, wydarł mi się basista. No kurwa, zejdę na zawał przez niego. Naprawdę.
-Mam się zacząć bać?
Przeleciałam wzrokiem po rozbawionych twarzach muzyków.
-RATUNKU, ONI MNIE GWAŁCĄ!
Zaczęłam się wydzierać tak głośno, żeby całe Hoolywood się dowiedziało.
-Co, kurwa?!
Drzwi gwałtownie się otworzyły, a w ich progu stanęli dwójka mistrzów gitary. Jinxx i Jake.
-Nic. -Obydwu rozbawionym muzykowm, szybko zżędły miny.- Przywitajcie pokrzywdzoną ze zlotu.
Uśmiechnęłam się triumfalnie, na co cała czwórka ryknęła głośnym śmiechem.
-Chodź, Andy chce cię zobaczyć.
Poszłam za dwójką gitarzystów. Nagle znaleźliśmy się w pomieszczeniu, którego nie wiedziałam jak mam nazwać. To co tam zobaczyłam, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania....
----------------
Możecie dziękować Ariz. Przez nią mam dobry chumor. :*
wtorek, 27 sierpnia 2013
#1. ''Po pierwsze to nie jestem Pan, tylko Ash MotherFucker Purdy''
Zebrałam jakoś myśli i coś wyszło. Jestem ciekawa, czy wam się spodoba.
Hahahahah, piosenka idealnie współgrająca z tym rozdziałem.
____________________
-Dzień dobry! Jak się spało moja piękna?
Otrzeźwiałam. Byłam na zlocie, ktoś mnie podciął. Ale więcej nic nie pamiętam. Otworzyłam oczy.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Ash?! To znaczy Ashley Purdy?! Ten Ashley Purdy z Black Veil Brides?! To znaczy Pan Ashley Purdy z Black Veil Brides?!!!!!
-Tak, we własnej osobie. -Ash posłał mi jeden ze swoich uwodzicielskich uśmieszków- A piękność, jak ma na imię?
Tak fajnie spojrzał na mnie z góry. Ale chwila, dlaczego on patrzy na mnie tak dziwnie z góry? Tak jakby ja gdzieś leżała, a on na mnie spoglądał.
-Hannah. Boże to naprawdę Ashley Purdy! -Przetarłam oczy ze zdziwienia.-
-Miło mi, piękna Hannah. A teraz wstań, bo mi nogi ściargły. -Na jego w dalszym ciągu uśmiechniętej twarzy, po chwili pojawił się grymas dyskonfortu, a moja twarz spaliła się rumieńcem.-
Co, na jakich kolanach?? No nie, proszę. Nie mówcie mi, że leżę mu na nogach! No proszę, nie róbcie mi tego.
-Niech Pan, nie gada, że leżę Panu na kolanach.
-Po pierwsze, to nie jestem Pan, tylko Ash MothetFucker Purdy, a po drugie tak leżysz mi na kolanach i mogłabyś wstać. Masz naprawdę wygodną głowę i plecy, ale moje nogi cierpią!
Boże, ja na prawdę leżę mu na kolanach?! Marzenia się spełniają, zaśmiałam się w myślach, po czym szybko wstałam, by oszczędzić dalszej mordęki basiście. Usiadłam, chyba na kanapie, obok niego.
-Dobra, a więc Ash MotherFucker Purdy, gdzie się znajdujemy? Chciałabym wrócić do domu i nie robić problemu mojej prawnej opiekunce.
Wyszczeżyłam do niego żądek białych zębów.
-No, jesteś u mnie, w domu. A obecniej znajdujesz się na sofie w moim salonie. Coś jeszcze sobie piękność życzy?
-Wiesz, Ash. Bardzo bym chciała zostać, ale ty masz swoje życie, ja mam swoje i koniec. Więc, mógłbyś mi powiedzieć jak mam wrócić do domu?
-Ależ, kochanie możesz zostać. Zajmiemy się czymś fajnym, będzie nam przyjemnie i wgl. Potem odwiozę cię do domu.
-No chyba se jaja ze mnie robisz! Ash, kurwa, ty jesteś moim idolem, a ja nie jestem dziwką. Jak masz potrzebę to idź na miasto. Na pewno coś znajdziesz. I nie nazywaj mnie kochanie!
Moja twarz przybrała obraz wsiekłej kobiety, która tylko czeka na odpowiedni moment, żeby ukatrupić swojego rozmówcę.
-Przestań, nie zostawię cię tu samej. Jeszcze coś zrobisz, takim pięknościom jak ty, nie powinno się ufać.
-Wiesz co? Zamknij się do cholery jasnej!
Pospiesznie wsatałam z kanapy i jak najszybciej pobiegłam do drzwi wejściowych. Drzwi tak jakby same mnie uderzyły, upadłam.
-Oj, przepraszam. Nie chciałem.
Chłopak, z którego ust pochodziły słowa przeprosin, szybko podał mi rękę. Z jego pomocą udało mi się wstać.
-Christian, miło poznać. A nasza poszkodowana jak się nazywa?
Podniosłam głowę, by zobaczeć twarz nijakiego Christiana.
-CC?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Boże, Christian Coma z Black Veil Brides?! Oh My Fucking God!
-Tak, ja do usług. To dowiem się jak masz na imię, czy będę musiał to wyciągać od Ash'a, który i tak pewnie już zapomniał.
Moje oczy, przybrały krztałt polskiej pięciozłotówki, a wzrok przeniósł się na basistę.
-A właśnie, że pamiętam! -Wydarł się z nutką samouwielbienia.- Hermiona!
-No chyba, kurwa żartujesz! Jestem Hannah, przynajmniej to mógłbyś pamiętać, a nie tylko chciałbyś mnie wyruchać.
Christian spoglądał to raz na mnie, to raz na niego.
-Zgwałcił cię?
Spytał dość poważnym głosem.
-Nie, ale jakbym została w tym domu jeszcze przez chwilę, to zapewnie by do tego doszło.
-CC, nie pierdol, że jej wierzysz! Może i jest zajebiście pociągająca, no ale ja bym się do takiego kroku nie posunął! No poroszę cię, chłopie.
Zaniemówiłam.
-Akurat, ona jest bardziej wiarygodna. -Bębniarz, spojrzał na mnie z uśmiechem.- A tak wgl., to wpadłem, żeby ci powiedzieć, że Andy cię szuka w sprawie tej dziewczyny ze zlotu.
Ocknęłam się.
-Nie wiem, czy o mnie wam chodzi. Ale ja byłam na zlocie i możliwe, że mówicie o mnie.
-Chodź. -CC, otworzył mi drzwi. Prawdziwy dżentelmen, z tego gościa.- Pojedziemy do kwatery głównej, a ty Ash, jedziesz za nami.
-Ale dlaczego, nie mogę jechać z wami?
Oburzył się Ashley.
-Bo tak!
Odburknął Coma.
Wyszliśmy.
.......
Hahahahah, piosenka idealnie współgrająca z tym rozdziałem.
____________________
-Dzień dobry! Jak się spało moja piękna?
Otrzeźwiałam. Byłam na zlocie, ktoś mnie podciął. Ale więcej nic nie pamiętam. Otworzyłam oczy.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Ash?! To znaczy Ashley Purdy?! Ten Ashley Purdy z Black Veil Brides?! To znaczy Pan Ashley Purdy z Black Veil Brides?!!!!!
-Tak, we własnej osobie. -Ash posłał mi jeden ze swoich uwodzicielskich uśmieszków- A piękność, jak ma na imię?
Tak fajnie spojrzał na mnie z góry. Ale chwila, dlaczego on patrzy na mnie tak dziwnie z góry? Tak jakby ja gdzieś leżała, a on na mnie spoglądał.
-Hannah. Boże to naprawdę Ashley Purdy! -Przetarłam oczy ze zdziwienia.-
-Miło mi, piękna Hannah. A teraz wstań, bo mi nogi ściargły. -Na jego w dalszym ciągu uśmiechniętej twarzy, po chwili pojawił się grymas dyskonfortu, a moja twarz spaliła się rumieńcem.-
Co, na jakich kolanach?? No nie, proszę. Nie mówcie mi, że leżę mu na nogach! No proszę, nie róbcie mi tego.
-Niech Pan, nie gada, że leżę Panu na kolanach.
-Po pierwsze, to nie jestem Pan, tylko Ash MothetFucker Purdy, a po drugie tak leżysz mi na kolanach i mogłabyś wstać. Masz naprawdę wygodną głowę i plecy, ale moje nogi cierpią!
Boże, ja na prawdę leżę mu na kolanach?! Marzenia się spełniają, zaśmiałam się w myślach, po czym szybko wstałam, by oszczędzić dalszej mordęki basiście. Usiadłam, chyba na kanapie, obok niego.
-Dobra, a więc Ash MotherFucker Purdy, gdzie się znajdujemy? Chciałabym wrócić do domu i nie robić problemu mojej prawnej opiekunce.
Wyszczeżyłam do niego żądek białych zębów.
-No, jesteś u mnie, w domu. A obecniej znajdujesz się na sofie w moim salonie. Coś jeszcze sobie piękność życzy?
-Wiesz, Ash. Bardzo bym chciała zostać, ale ty masz swoje życie, ja mam swoje i koniec. Więc, mógłbyś mi powiedzieć jak mam wrócić do domu?
-Ależ, kochanie możesz zostać. Zajmiemy się czymś fajnym, będzie nam przyjemnie i wgl. Potem odwiozę cię do domu.
-No chyba se jaja ze mnie robisz! Ash, kurwa, ty jesteś moim idolem, a ja nie jestem dziwką. Jak masz potrzebę to idź na miasto. Na pewno coś znajdziesz. I nie nazywaj mnie kochanie!
Moja twarz przybrała obraz wsiekłej kobiety, która tylko czeka na odpowiedni moment, żeby ukatrupić swojego rozmówcę.
-Przestań, nie zostawię cię tu samej. Jeszcze coś zrobisz, takim pięknościom jak ty, nie powinno się ufać.
-Wiesz co? Zamknij się do cholery jasnej!
Pospiesznie wsatałam z kanapy i jak najszybciej pobiegłam do drzwi wejściowych. Drzwi tak jakby same mnie uderzyły, upadłam.
-Oj, przepraszam. Nie chciałem.
Chłopak, z którego ust pochodziły słowa przeprosin, szybko podał mi rękę. Z jego pomocą udało mi się wstać.
-Christian, miło poznać. A nasza poszkodowana jak się nazywa?
Podniosłam głowę, by zobaczeć twarz nijakiego Christiana.
-CC?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Boże, Christian Coma z Black Veil Brides?! Oh My Fucking God!
-Tak, ja do usług. To dowiem się jak masz na imię, czy będę musiał to wyciągać od Ash'a, który i tak pewnie już zapomniał.
Moje oczy, przybrały krztałt polskiej pięciozłotówki, a wzrok przeniósł się na basistę.
-A właśnie, że pamiętam! -Wydarł się z nutką samouwielbienia.- Hermiona!
-No chyba, kurwa żartujesz! Jestem Hannah, przynajmniej to mógłbyś pamiętać, a nie tylko chciałbyś mnie wyruchać.
Christian spoglądał to raz na mnie, to raz na niego.
-Zgwałcił cię?
Spytał dość poważnym głosem.
-Nie, ale jakbym została w tym domu jeszcze przez chwilę, to zapewnie by do tego doszło.
-CC, nie pierdol, że jej wierzysz! Może i jest zajebiście pociągająca, no ale ja bym się do takiego kroku nie posunął! No poroszę cię, chłopie.
Zaniemówiłam.
-Akurat, ona jest bardziej wiarygodna. -Bębniarz, spojrzał na mnie z uśmiechem.- A tak wgl., to wpadłem, żeby ci powiedzieć, że Andy cię szuka w sprawie tej dziewczyny ze zlotu.
Ocknęłam się.
-Nie wiem, czy o mnie wam chodzi. Ale ja byłam na zlocie i możliwe, że mówicie o mnie.
-Chodź. -CC, otworzył mi drzwi. Prawdziwy dżentelmen, z tego gościa.- Pojedziemy do kwatery głównej, a ty Ash, jedziesz za nami.
-Ale dlaczego, nie mogę jechać z wami?
Oburzył się Ashley.
-Bo tak!
Odburknął Coma.
Wyszliśmy.
.......
wtorek, 20 sierpnia 2013
Prolog.
- Hannah, rusz się!
Moja kochana, nie zastąpiona ciotka zaczęła się niecierpliwić. Dzisiaj miał odbyć się zlot fanów Black Veil Brides w naszym Cincinnati.
- Już idę, wezmę tylko torbę i zamknę dom!
Szybkim ruchem zarzuciłam sobie na ramię mój prowizoryczny plecak z najważniejszymi rzeczami, typu mp4, telefon, portfel itd. Z blatu kuchennego wzięłam dojrzałe, czerwone jabłko i klucze od domu.
- Hannah, po odjeżdzam!
- Zakładam buty!
Kurczę, gdzie się podziały moje glany? No Jezu Chryste, w takim momencie?! Zaczęłam pośpiesznie biegać po całym pomieszczeniu z butami.
- Snack, zostaw to!
Jeszcze ten głupi kundel musiał coś dorwać, no po prostu cudownie! Spojrzałam na niego. Co?? Co ty masz w pysku?!
- Oddawaj to, ty zarazo!
Wyrwałam psu moje buty i jak najszybciej zaczęłam biec do samochodu.
- Coś ty robiła, co? Przez ciebie jeszcze się do pracy spóźnie!
- Oj ciociu, przestań. Nie mogłam znaleźć butów. - W oka mgnieniu zawiązałam sznurówki moich butów. - Jedź już.
~ na zlocie. ~
Jezu Chryste, ile tu ludu! Na miejscu pola, na którym miał odbyć się zlot, było, jak na moje profesjonalne oko, około półtora tysiąc fanów. Znajdowało się również pare stoisk z jakimś jedzeniem i zapewne z gadżetami zespołu.
- Ał!
Poczułam ból w lewym kolanie i upadłam. Chyba ktoś na mnie wpadł.
- O jejku, przepraszam najmocniej. Nie chciałem.
Chłopak o półdługich, czarnych włosach (przyt. autorka, Andy w roku 2012), zgrabnym ruchem podał mi rękę.
- Ale nic się nie stało, wypadki przecież chodzą po ludziach, prawda?
Głębia jego oczu, jest magiczna. Nie są niebieskie, tak jak te Andy'go, choć nieznajomy jest złudnie podobny do naszego wokalisty. Jego oczy, są takie brązowe, jak czekolada. Mogłabym się w nich utopić.
- No też prawda. - Chłopak, szczerze się uśmiechnął. - Tak wgl., to Matt jestem. Miło mi cię poznać.
- Hannah, mi ciebie również miło poznać. - Odwajemniłam uśmiech. -
- Skąd jesteś?
Chłopak ruszył do stoiska z fastfoodami i jakimiś napojami. Chwiejnymi, powolnymi ruchami, szłam za nim.
- Ja? Ja jestem z Los Angeles. A ty?
Chłopak poprosił, starszą kobietę stojącą za ladą stoiska o dwie butelki wody.
- Ja? Ja mieszkam parenaście kilometrów stąd.
Uśmiechnęłam się.
- To blisko miałaś. Chcesz coś do jedzenia?
- Tak to prawda. Nie dziękuję, nie chcę.
Matt, wręczył mi do ręki wodę. Upiłam jeden łyk.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się. -
- Ej ludzie to Andy Biersack!!!!
Ktoś krzyknął mi nad uchem. A ktoś drugi podciął mi nogi.
....
_____
Postanowiłam założyć tego bloga. Jak już napewno się domyślacie jest to fanfik o BVB. Tak więc zachęcam was do czytania i komentowania. To, że założyłam tego bloga, nie znaczy, że nie będę kontuonować opowiadania z "czy jest szansa na ratunek". Tam notka powinna pojawić się już jutro.
Moja kochana, nie zastąpiona ciotka zaczęła się niecierpliwić. Dzisiaj miał odbyć się zlot fanów Black Veil Brides w naszym Cincinnati.
- Już idę, wezmę tylko torbę i zamknę dom!
Szybkim ruchem zarzuciłam sobie na ramię mój prowizoryczny plecak z najważniejszymi rzeczami, typu mp4, telefon, portfel itd. Z blatu kuchennego wzięłam dojrzałe, czerwone jabłko i klucze od domu.
- Hannah, po odjeżdzam!
- Zakładam buty!
Kurczę, gdzie się podziały moje glany? No Jezu Chryste, w takim momencie?! Zaczęłam pośpiesznie biegać po całym pomieszczeniu z butami.
- Snack, zostaw to!
Jeszcze ten głupi kundel musiał coś dorwać, no po prostu cudownie! Spojrzałam na niego. Co?? Co ty masz w pysku?!
- Oddawaj to, ty zarazo!
Wyrwałam psu moje buty i jak najszybciej zaczęłam biec do samochodu.
- Coś ty robiła, co? Przez ciebie jeszcze się do pracy spóźnie!
- Oj ciociu, przestań. Nie mogłam znaleźć butów. - W oka mgnieniu zawiązałam sznurówki moich butów. - Jedź już.
~ na zlocie. ~
Jezu Chryste, ile tu ludu! Na miejscu pola, na którym miał odbyć się zlot, było, jak na moje profesjonalne oko, około półtora tysiąc fanów. Znajdowało się również pare stoisk z jakimś jedzeniem i zapewne z gadżetami zespołu.
- Ał!
Poczułam ból w lewym kolanie i upadłam. Chyba ktoś na mnie wpadł.
- O jejku, przepraszam najmocniej. Nie chciałem.
Chłopak o półdługich, czarnych włosach (przyt. autorka, Andy w roku 2012), zgrabnym ruchem podał mi rękę.
- Ale nic się nie stało, wypadki przecież chodzą po ludziach, prawda?
Głębia jego oczu, jest magiczna. Nie są niebieskie, tak jak te Andy'go, choć nieznajomy jest złudnie podobny do naszego wokalisty. Jego oczy, są takie brązowe, jak czekolada. Mogłabym się w nich utopić.
- No też prawda. - Chłopak, szczerze się uśmiechnął. - Tak wgl., to Matt jestem. Miło mi cię poznać.
- Hannah, mi ciebie również miło poznać. - Odwajemniłam uśmiech. -
- Skąd jesteś?
Chłopak ruszył do stoiska z fastfoodami i jakimiś napojami. Chwiejnymi, powolnymi ruchami, szłam za nim.
- Ja? Ja jestem z Los Angeles. A ty?
Chłopak poprosił, starszą kobietę stojącą za ladą stoiska o dwie butelki wody.
- Ja? Ja mieszkam parenaście kilometrów stąd.
Uśmiechnęłam się.
- To blisko miałaś. Chcesz coś do jedzenia?
- Tak to prawda. Nie dziękuję, nie chcę.
Matt, wręczył mi do ręki wodę. Upiłam jeden łyk.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się. -
- Ej ludzie to Andy Biersack!!!!
Ktoś krzyknął mi nad uchem. A ktoś drugi podciął mi nogi.
....
_____
Postanowiłam założyć tego bloga. Jak już napewno się domyślacie jest to fanfik o BVB. Tak więc zachęcam was do czytania i komentowania. To, że założyłam tego bloga, nie znaczy, że nie będę kontuonować opowiadania z "czy jest szansa na ratunek". Tam notka powinna pojawić się już jutro.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)