wtorek, 27 sierpnia 2013

#1. ''Po pierwsze to nie jestem Pan, tylko Ash MotherFucker Purdy''

Zebrałam jakoś myśli i coś wyszło. Jestem ciekawa, czy wam się spodoba.
Hahahahah, piosenka idealnie współgrająca z tym rozdziałem.

____________________

-Dzień dobry! Jak się spało moja piękna?
Otrzeźwiałam. Byłam na zlocie, ktoś mnie podciął. Ale więcej nic nie pamiętam. Otworzyłam oczy.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Ash?! To znaczy Ashley Purdy?! Ten Ashley Purdy z Black Veil Brides?! To znaczy Pan Ashley Purdy z Black Veil Brides?!!!!!
-Tak, we własnej osobie. -Ash posłał mi jeden ze swoich uwodzicielskich uśmieszków- A piękność, jak ma na imię?
Tak fajnie spojrzał na mnie z góry. Ale chwila, dlaczego on patrzy na mnie tak dziwnie z góry? Tak jakby ja gdzieś leżała, a on na mnie spoglądał.
-Hannah. Boże to naprawdę Ashley Purdy! -Przetarłam oczy ze zdziwienia.-
-Miło mi, piękna Hannah. A teraz wstań, bo mi nogi ściargły. -Na jego w dalszym ciągu uśmiechniętej twarzy, po chwili pojawił się grymas dyskonfortu, a moja twarz spaliła się rumieńcem.-
Co, na jakich kolanach?? No nie, proszę. Nie mówcie mi, że leżę mu na nogach! No proszę, nie róbcie mi tego.
-Niech Pan, nie gada, że leżę Panu na kolanach.
-Po pierwsze, to nie jestem Pan, tylko Ash MothetFucker Purdy, a po drugie tak leżysz mi na kolanach i mogłabyś wstać. Masz naprawdę wygodną głowę i plecy, ale moje nogi cierpią!
Boże, ja na prawdę leżę mu na kolanach?! Marzenia się spełniają, zaśmiałam się w myślach, po czym szybko wstałam, by oszczędzić dalszej mordęki basiście. Usiadłam, chyba na kanapie, obok niego.
-Dobra, a więc Ash MotherFucker Purdy, gdzie się znajdujemy? Chciałabym wrócić do domu i nie robić problemu mojej prawnej opiekunce.
Wyszczeżyłam do niego żądek białych zębów.
-No, jesteś u mnie, w domu. A obecniej znajdujesz się na sofie w moim salonie. Coś jeszcze sobie piękność życzy?
-Wiesz, Ash. Bardzo bym chciała zostać, ale ty masz swoje życie, ja mam swoje i koniec. Więc, mógłbyś mi powiedzieć jak mam wrócić do domu?
-Ależ, kochanie możesz zostać. Zajmiemy się czymś fajnym, będzie nam przyjemnie i wgl. Potem odwiozę cię do domu.
-No chyba se jaja ze mnie robisz! Ash, kurwa, ty jesteś moim idolem, a ja nie jestem dziwką. Jak masz potrzebę to idź na miasto. Na pewno coś znajdziesz. I nie nazywaj mnie kochanie!
Moja twarz przybrała obraz wsiekłej kobiety, która tylko czeka na odpowiedni moment, żeby ukatrupić swojego rozmówcę.
-Przestań, nie zostawię cię tu samej. Jeszcze coś zrobisz, takim pięknościom jak ty, nie powinno się ufać.
-Wiesz co? Zamknij się do cholery jasnej!
Pospiesznie wsatałam z kanapy i jak najszybciej pobiegłam do drzwi wejściowych. Drzwi tak jakby same mnie uderzyły, upadłam.
-Oj, przepraszam. Nie chciałem.
Chłopak, z którego ust pochodziły słowa przeprosin, szybko podał mi rękę. Z jego pomocą udało mi się wstać.
-Christian, miło poznać. A nasza poszkodowana jak się nazywa?
Podniosłam głowę, by zobaczeć twarz nijakiego Christiana.
-CC?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Boże, Christian Coma z Black Veil Brides?! Oh My Fucking God!
-Tak, ja do usług. To dowiem się jak masz na imię, czy będę musiał to wyciągać od Ash'a, który i tak pewnie już zapomniał.
Moje oczy, przybrały krztałt polskiej pięciozłotówki, a wzrok przeniósł się na basistę.
-A właśnie, że pamiętam! -Wydarł się z nutką samouwielbienia.- Hermiona!
-No chyba, kurwa żartujesz! Jestem Hannah, przynajmniej to mógłbyś pamiętać, a nie tylko chciałbyś mnie wyruchać.
Christian spoglądał to raz na mnie, to raz na niego.
-Zgwałcił cię?
Spytał dość poważnym głosem.
-Nie, ale jakbym została w tym domu jeszcze przez chwilę, to zapewnie by do tego doszło.
-CC, nie pierdol, że jej wierzysz! Może i jest zajebiście pociągająca, no ale ja bym się do takiego kroku nie posunął! No poroszę cię, chłopie.
Zaniemówiłam.
-Akurat, ona jest bardziej wiarygodna. -Bębniarz, spojrzał na mnie z uśmiechem.- A tak wgl., to wpadłem, żeby ci powiedzieć, że Andy cię szuka w sprawie tej dziewczyny ze zlotu.
Ocknęłam się.
-Nie wiem, czy o mnie wam chodzi. Ale ja byłam na zlocie i możliwe, że mówicie o mnie.
-Chodź. -CC, otworzył mi drzwi. Prawdziwy dżentelmen, z tego gościa.- Pojedziemy do kwatery głównej, a ty Ash, jedziesz za nami.
-Ale dlaczego, nie mogę jechać z wami?
Oburzył się Ashley.
-Bo tak!
Odburknął Coma.
Wyszliśmy.
.......


6 komentarzy:

  1. Zajekurwabisty rozdział !
    Hahaha Ashley rozebrał mi system Hahah *.*
    Nie mam pomysłu na komentarz bo ciągle brechtam się z tych tekstów haha ^^
    Czekam ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział :*
    Hermiona? haha nie mogę przestać się z tego śmiać :D
    W pierwszej chwili myślałam,że to Andy walnął Hannah drzwiami a tu sie okazuje,że CC ^^ Takie miłe zaskoczenie. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha ja też myślałam że to Andy otworzył drzwi ale bardzo się ucieszyłam że to CC. <3
    Leje z Ash'a i jego tekstów. Hahahahahahahaha
    Pisz szybko next <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahah ;D
    Mamo! Już wielbię tego bloga. Zaczyna się od zajebistego spotkania z Ash'em i CC'm i... jeeejku! Mój fangirling tu po prostu sięga nieba :3
    Ale LOL, też myślałam, że to za drzwiami to był Andy! A jak CC, to zaraz taki banan na twarzy :D
    Świetne teksty i wszystko super! Lecę do następnego rozdziału! I daj się follować, cholero moja! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochu się zapomniałam o twoim blogu ;_; i jest mi straszniee głuupioo ;_; i straasznie wstyd ;_;

    Rozdziałpo prostu zajebisty *.*
    No cóż , lecę czytać kolejny ;_; ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja pierdole xD Hermiona xD Jebłam padłam i nie wstaję. i CC ;3 Normalnie cię kocham mał za tą akcję z Ccm i Ashem ;**

    OdpowiedzUsuń