sobota, 31 sierpnia 2013

#3. "Ale już zajęta, wybaczcie panowie."

Mam tak bardzo zjebany dzień, że nie zdziwię się jak to będzie słabe.


Natalie - dziękuję za te wszystkie komentarze. Kocham cię ty moja żono. <3

------------

Na kanapie siedział Andy, cały skład Motionless In White i Bring Me The Horizon. Kurwa, czy ja jestem w niebie?
-Cześć.
Churkiem przywitali mnie muzycy.
-Yyyy, -Przez chwilę nie mogłam nic powiedzieć.- Cześć. -Wymusiłam na swojej twarzy uśmiech. Tylko na to w tym momencie było mnie stać.-
-To jest ta laska ze zlotu?
Andy, podszedł do zszokowanej do granic możliwości mnie i na przywitanie pocałował mnie w rękę. Oczywiście moja twarz zlała się z czerwonymi ścianami pięknie użądzonego dużego pokoju.
Stałam wzryta, jakby przede mną stał jakiś potwór, kóry chce mnie uśmiercić.
-Tak, to ta. Ładna no nie. -Wyręczył mnie Ashley.- Ale już zajęta, wybaczcie panowie. -Ash pocałował mnie w policzek. Czy ja kiedyś wspominałam, że go ukatrupię?-
Teraz jeszcze bardziej wryło mnie w podłogę, straciłam grunt pod nogami. WHAT THE FUCK?! W oka mgnieniu znalazłam się na kolanach CC'ego. Po mojej, to znaczy naszej lewej stronie siedział Chris Motionless, a po prawiej Matt Nicholls. Ja naprawdę umarłam. I nie chcę zmartchwystać.
-Dowiem się po co tu jestem? Ash i Coma, mówili, że będą mnie gwałcić -Chwilę się zastanowiłam.- Ale, jednak im nie wierzę. -Na samą myśl mojego geniusza, zaśmiałam się we własnej głowie.-
-Andy?
Któryś z panów, dyskretnie kazał tłumaczyć się wokaliście Black Veil Brides.
-Ymm, co ja?! -Podrapał się po głowie.-
-Powiesz mi, dlaczego tutaj z wami siedzę? -Uśmiechnęłam się lekko poirytowana.-
-W zasadzie to nie wiem. Na zlocie, wszyscy się na mnie rzucili jak bym był w męskich stringach, a ty nie. Zaciekawiło mnie to i po prostu chciałem cię zobaczyć. Wystarczający pretekst?
Coś mi tu śmierdzi. Oj, Andy i to jak badzo śmierdzi.
-No już zobaczyłeś, wy też. A teraz może mnie ktoś odwieźć do domu, bo nie mam zamiaru w dalszym ciągu kraść waszego cennego czasu. -Uśmiechnęłam się do wszystkich w około najszczerzej jak tylko umiem.-
-No zobaczyliśmy. Ale możesz zostać. -Tak jakoś zajebiście intrygująco powiedział to Motionless. Tak jakby chciał mnie zauroczyć, tak jak CC przed samochodem.-
-Zboczeńcy, wszędzie zboczeńcy! -Wykrzyczałam z bananem na ustach.- A tak poważnie, to kto może mnie podżucić chociaż do Cincinati? -Spojrzałam na wszystkich po kolei.-
-JA! -Najszybciej zgłosił się Ashley. Miał już nawet kluczyki w dłoni, ale coś tak czuję, że CC nie puści mnie tak łatwo z tych jego chudych kolan.-
-O nie, nie i jeszcze raz nie! Ona jedzie ze mną. -Coma zrzucił mnie z kolan i już stał pod drzwiami.-
-A dlaczego by nie ze mną? -Sykes złapał mnie za rękę i prowadził do wyjścia.-
-EJ SPOKÓJ! -Krzyknęłam, tak, że Andy wylał kubek gorącego napoju na dywan. Ma się ten talent. Hahahhahaha.- Wybiorę sama, skoro jest tak dużo chętnych. -Powiedziałam już spokojniej.-
-Nie, nie, nie. Jeżeli masz sama wybierać, to nigdzie się stąd nie ruszysz, bo i tak wiem, że mnie nie wybierzesz. Więc zostajesz tutaj, chyba, że chcesz jechać ze mną. -Zatorował drogę Oliver'owi, Purdy.-
-No chyba, kurwa śnisz, kochanie. -Posłałam mu najbardziej uwodzicielskie spojrzenie, na jakie tylko w tym momencie było mnie stać.-
-On nie żartuje. -Szepnął mi do ucha CC.-
Zamyśliłam się przez chwilę.
-TAK WIĘC, GDZIE MOGĘ SPAĆ? -Odwróciłam się w stronę lekko skołowanych Jake'a, Jinxx'a i Andy'go.-
Stali tak, przez kilka długich minut.
-No pytam się.
-Yyy, drugie piętro trzeci po lewej.
-Dziękuję. -Andy dostał ode mnie wielkiego buziaka w polika.-
Poszłam szukać schodów, a jak już doszukam się tego, to "mojego" tymczasowego pokoju. Dlaczego tymczasowego? Czmychnę im w nocy i będę wracać taksówką.
Za sobą słyszałam zazdrosne "UUUUUUUU" i tego typu. Nie wiem co oni odwalają, no ale okej.
-Woooooow! -Krzyknęłam.-
..........
-----------
Natalie, wiesz czy Chris ma bachora? To pytanie męczy mnie już z tydzień.

czwartek, 29 sierpnia 2013

#2."A ja myślałam, że to z was Ash, ma najbardziej rozbudowaną fantazję na punkcie relacji damsko-męskich."

Co tak słabo??

Macie, ostatnio zajebiście wielka faza na twórczość tego zespołu. <3 *_*


------------------

-A tak na poważnie, to doszło do czegoś między wami?
Spytał zmartwiony Christian.
-Nie. Nawet mnie nie pocałował, ale mimo wszystko dziękuję, że zjawiłeś się w tych drzwiach. -Uśmiechnęłam się przelotnie.- Chociaż seks z własnym idolem, musiałby być dość interesujący. -Zaśmiałam się głośno, no co CC, spojrzał na mnie spod byka.-
-On jest czasami żenujący. Bardzo żenujący. Nie to co ja, ja jestem typem romantyka.
Christian puścił mi perskie oko, na co ja prawie się zakrztusiłam tłumiąc śmiech.
-A wgl., czy mogę wiedzieć gdzie jedziemy i po co? Ta sytuacja jest dla mnie troszeczkę dziwna, nie uważasz? W końcu nie codziennie siedzi się z swoim ukochanym bębniarzem w jego samochodzie i rozmawia, jaki to on romantyczny.
Christian zapalił silnik i nacisną pedał gazu. Teraz to już napewno nie wymigam się z jego "zasadzki".
-A co masz jakieś wątpliowość, co do moich romantycznych zdolności. -Mówił jak najęty nie tracąc kontaktu wzrokowego z autostradą.- Rano obudzę cię namiętnym buziakiem, zrobię śniadanie jakie tylko będziesz chciała, poranny seks. -Nie wytrzymałam i jebnęłam się w głowę, po czym zaczęłam śmiać się na cały pojazd.- Potem zniosę ze schodów i będziemy robić co sobie tylko wymarzysz.
On chyba żartuje, nie? Mniejmy taką nadzieję.
-A ja myślałam, że to z was Ash, ma najbardziej rozbudowaną fantazję na punkcie relacji damsko-męskich. A tu takie zaskoczenie.
Christian zaśmiał się cicho. Zgasił silnik autka i wyszedł. No kurwa, ja mam tu tak siedzieć?
-I co? Masz jeszcze jakieś wątpliowości?
Drzwi samochodu otworzyły się, a moje uszy przywitał ciepły i szarmancki głos CC'ego.
-Nie, skądże, dżentelmenie.
Podałam mu dłoń, aby ułatwił mi wyjście.
-Teraz już wiesz, gdzie jesteśmy i po co?
Christian zaprowadził mnie pod drzwi ogromniastej villi, jest piękna. W takim pałacowym stylu, ale z pazurem. Za nami stał Ashley.
-A, jesteśmy tu po to, żeby cię ZGWAŁCIĆ!
Do ucha, wydarł mi się basista. No kurwa, zejdę na zawał przez niego. Naprawdę.
-Mam się zacząć bać?
Przeleciałam wzrokiem po rozbawionych twarzach muzyków.
-RATUNKU, ONI MNIE GWAŁCĄ!
Zaczęłam się wydzierać tak głośno, żeby całe Hoolywood się dowiedziało.
-Co, kurwa?!
Drzwi gwałtownie się otworzyły, a w ich progu stanęli dwójka mistrzów gitary. Jinxx i Jake.
-Nic. -Obydwu rozbawionym muzykowm, szybko zżędły miny.- Przywitajcie pokrzywdzoną ze zlotu.
Uśmiechnęłam się triumfalnie, na co cała czwórka ryknęła głośnym śmiechem.
-Chodź, Andy chce cię zobaczyć.
Poszłam za dwójką gitarzystów. Nagle znaleźliśmy się w pomieszczeniu, którego nie wiedziałam jak mam nazwać. To co tam zobaczyłam, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania....

----------------
Możecie dziękować Ariz. Przez nią mam dobry chumor. :*

wtorek, 27 sierpnia 2013

#1. ''Po pierwsze to nie jestem Pan, tylko Ash MotherFucker Purdy''

Zebrałam jakoś myśli i coś wyszło. Jestem ciekawa, czy wam się spodoba.
Hahahahah, piosenka idealnie współgrająca z tym rozdziałem.

____________________

-Dzień dobry! Jak się spało moja piękna?
Otrzeźwiałam. Byłam na zlocie, ktoś mnie podciął. Ale więcej nic nie pamiętam. Otworzyłam oczy.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Ash?! To znaczy Ashley Purdy?! Ten Ashley Purdy z Black Veil Brides?! To znaczy Pan Ashley Purdy z Black Veil Brides?!!!!!
-Tak, we własnej osobie. -Ash posłał mi jeden ze swoich uwodzicielskich uśmieszków- A piękność, jak ma na imię?
Tak fajnie spojrzał na mnie z góry. Ale chwila, dlaczego on patrzy na mnie tak dziwnie z góry? Tak jakby ja gdzieś leżała, a on na mnie spoglądał.
-Hannah. Boże to naprawdę Ashley Purdy! -Przetarłam oczy ze zdziwienia.-
-Miło mi, piękna Hannah. A teraz wstań, bo mi nogi ściargły. -Na jego w dalszym ciągu uśmiechniętej twarzy, po chwili pojawił się grymas dyskonfortu, a moja twarz spaliła się rumieńcem.-
Co, na jakich kolanach?? No nie, proszę. Nie mówcie mi, że leżę mu na nogach! No proszę, nie róbcie mi tego.
-Niech Pan, nie gada, że leżę Panu na kolanach.
-Po pierwsze, to nie jestem Pan, tylko Ash MothetFucker Purdy, a po drugie tak leżysz mi na kolanach i mogłabyś wstać. Masz naprawdę wygodną głowę i plecy, ale moje nogi cierpią!
Boże, ja na prawdę leżę mu na kolanach?! Marzenia się spełniają, zaśmiałam się w myślach, po czym szybko wstałam, by oszczędzić dalszej mordęki basiście. Usiadłam, chyba na kanapie, obok niego.
-Dobra, a więc Ash MotherFucker Purdy, gdzie się znajdujemy? Chciałabym wrócić do domu i nie robić problemu mojej prawnej opiekunce.
Wyszczeżyłam do niego żądek białych zębów.
-No, jesteś u mnie, w domu. A obecniej znajdujesz się na sofie w moim salonie. Coś jeszcze sobie piękność życzy?
-Wiesz, Ash. Bardzo bym chciała zostać, ale ty masz swoje życie, ja mam swoje i koniec. Więc, mógłbyś mi powiedzieć jak mam wrócić do domu?
-Ależ, kochanie możesz zostać. Zajmiemy się czymś fajnym, będzie nam przyjemnie i wgl. Potem odwiozę cię do domu.
-No chyba se jaja ze mnie robisz! Ash, kurwa, ty jesteś moim idolem, a ja nie jestem dziwką. Jak masz potrzebę to idź na miasto. Na pewno coś znajdziesz. I nie nazywaj mnie kochanie!
Moja twarz przybrała obraz wsiekłej kobiety, która tylko czeka na odpowiedni moment, żeby ukatrupić swojego rozmówcę.
-Przestań, nie zostawię cię tu samej. Jeszcze coś zrobisz, takim pięknościom jak ty, nie powinno się ufać.
-Wiesz co? Zamknij się do cholery jasnej!
Pospiesznie wsatałam z kanapy i jak najszybciej pobiegłam do drzwi wejściowych. Drzwi tak jakby same mnie uderzyły, upadłam.
-Oj, przepraszam. Nie chciałem.
Chłopak, z którego ust pochodziły słowa przeprosin, szybko podał mi rękę. Z jego pomocą udało mi się wstać.
-Christian, miło poznać. A nasza poszkodowana jak się nazywa?
Podniosłam głowę, by zobaczeć twarz nijakiego Christiana.
-CC?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Boże, Christian Coma z Black Veil Brides?! Oh My Fucking God!
-Tak, ja do usług. To dowiem się jak masz na imię, czy będę musiał to wyciągać od Ash'a, który i tak pewnie już zapomniał.
Moje oczy, przybrały krztałt polskiej pięciozłotówki, a wzrok przeniósł się na basistę.
-A właśnie, że pamiętam! -Wydarł się z nutką samouwielbienia.- Hermiona!
-No chyba, kurwa żartujesz! Jestem Hannah, przynajmniej to mógłbyś pamiętać, a nie tylko chciałbyś mnie wyruchać.
Christian spoglądał to raz na mnie, to raz na niego.
-Zgwałcił cię?
Spytał dość poważnym głosem.
-Nie, ale jakbym została w tym domu jeszcze przez chwilę, to zapewnie by do tego doszło.
-CC, nie pierdol, że jej wierzysz! Może i jest zajebiście pociągająca, no ale ja bym się do takiego kroku nie posunął! No poroszę cię, chłopie.
Zaniemówiłam.
-Akurat, ona jest bardziej wiarygodna. -Bębniarz, spojrzał na mnie z uśmiechem.- A tak wgl., to wpadłem, żeby ci powiedzieć, że Andy cię szuka w sprawie tej dziewczyny ze zlotu.
Ocknęłam się.
-Nie wiem, czy o mnie wam chodzi. Ale ja byłam na zlocie i możliwe, że mówicie o mnie.
-Chodź. -CC, otworzył mi drzwi. Prawdziwy dżentelmen, z tego gościa.- Pojedziemy do kwatery głównej, a ty Ash, jedziesz za nami.
-Ale dlaczego, nie mogę jechać z wami?
Oburzył się Ashley.
-Bo tak!
Odburknął Coma.
Wyszliśmy.
.......


wtorek, 20 sierpnia 2013

Prolog.

- Hannah, rusz się!
Moja kochana, nie zastąpiona ciotka zaczęła się niecierpliwić. Dzisiaj miał odbyć się zlot fanów Black Veil Brides w naszym Cincinnati.
- Już idę, wezmę tylko torbę i zamknę dom!
Szybkim ruchem zarzuciłam sobie na ramię mój prowizoryczny plecak z najważniejszymi rzeczami, typu mp4, telefon, portfel itd. Z blatu kuchennego wzięłam dojrzałe, czerwone jabłko i klucze od domu.
- Hannah, po odjeżdzam!
- Zakładam buty!
Kurczę, gdzie się podziały moje glany? No Jezu Chryste, w takim momencie?! Zaczęłam pośpiesznie biegać po całym pomieszczeniu z butami.
- Snack, zostaw to!
Jeszcze ten głupi kundel musiał coś dorwać, no po prostu cudownie! Spojrzałam na niego. Co?? Co ty masz w pysku?!
- Oddawaj to, ty zarazo!
Wyrwałam psu moje buty i jak najszybciej zaczęłam biec do samochodu.
- Coś ty robiła, co? Przez ciebie jeszcze się do pracy spóźnie!
- Oj ciociu, przestań. Nie mogłam znaleźć butów. - W oka mgnieniu zawiązałam sznurówki moich butów. - Jedź już.

~ na zlocie. ~

Jezu Chryste, ile tu ludu! Na miejscu pola, na którym miał odbyć się zlot, było, jak na moje profesjonalne oko, około półtora tysiąc fanów. Znajdowało się również pare stoisk z jakimś jedzeniem i zapewne z gadżetami zespołu.
- Ał!
Poczułam ból w lewym kolanie i upadłam. Chyba ktoś na mnie wpadł.
- O jejku, przepraszam najmocniej. Nie chciałem.
Chłopak o półdługich, czarnych włosach (przyt. autorka, Andy w roku 2012), zgrabnym ruchem podał mi rękę.
- Ale nic się nie stało, wypadki przecież chodzą po ludziach, prawda?
Głębia jego oczu, jest magiczna. Nie są niebieskie, tak jak te Andy'go, choć nieznajomy jest złudnie podobny do naszego wokalisty. Jego oczy, są takie brązowe, jak czekolada. Mogłabym się w nich utopić.
- No też prawda. - Chłopak, szczerze się uśmiechnął. - Tak wgl., to Matt jestem. Miło mi cię poznać.
- Hannah, mi ciebie również miło poznać. - Odwajemniłam uśmiech. -
- Skąd jesteś?
Chłopak ruszył do stoiska z fastfoodami i jakimiś napojami. Chwiejnymi, powolnymi ruchami, szłam za nim.
- Ja? Ja jestem z Los Angeles. A ty?
Chłopak poprosił, starszą kobietę stojącą za ladą stoiska o dwie butelki wody.
- Ja? Ja mieszkam parenaście kilometrów stąd.
Uśmiechnęłam się.
- To blisko miałaś. Chcesz coś do jedzenia?
- Tak to prawda. Nie dziękuję, nie chcę.
Matt, wręczył mi do ręki wodę. Upiłam jeden łyk.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się. -
- Ej ludzie to Andy Biersack!!!!
Ktoś krzyknął mi nad uchem. A ktoś drugi podciął mi nogi.
....

_____

Postanowiłam założyć tego bloga. Jak już napewno się domyślacie jest to fanfik o BVB. Tak więc zachęcam was do czytania i komentowania. To, że założyłam tego bloga, nie znaczy, że nie będę kontuonować opowiadania z "czy jest szansa na ratunek". Tam notka powinna pojawić się już jutro.