- Hannah, rusz się!
Moja kochana, nie zastąpiona ciotka zaczęła się niecierpliwić. Dzisiaj miał odbyć się zlot fanów Black Veil Brides w naszym Cincinnati.
- Już idę, wezmę tylko torbę i zamknę dom!
Szybkim ruchem zarzuciłam sobie na ramię mój prowizoryczny plecak z najważniejszymi rzeczami, typu mp4, telefon, portfel itd. Z blatu kuchennego wzięłam dojrzałe, czerwone jabłko i klucze od domu.
- Hannah, po odjeżdzam!
- Zakładam buty!
Kurczę, gdzie się podziały moje glany? No Jezu Chryste, w takim momencie?! Zaczęłam pośpiesznie biegać po całym pomieszczeniu z butami.
- Snack, zostaw to!
Jeszcze ten głupi kundel musiał coś dorwać, no po prostu cudownie! Spojrzałam na niego. Co?? Co ty masz w pysku?!
- Oddawaj to, ty zarazo!
Wyrwałam psu moje buty i jak najszybciej zaczęłam biec do samochodu.
- Coś ty robiła, co? Przez ciebie jeszcze się do pracy spóźnie!
- Oj ciociu, przestań. Nie mogłam znaleźć butów. - W oka mgnieniu zawiązałam sznurówki moich butów. - Jedź już.
~ na zlocie. ~
Jezu Chryste, ile tu ludu! Na miejscu pola, na którym miał odbyć się zlot, było, jak na moje profesjonalne oko, około półtora tysiąc fanów. Znajdowało się również pare stoisk z jakimś jedzeniem i zapewne z gadżetami zespołu.
- Ał!
Poczułam ból w lewym kolanie i upadłam. Chyba ktoś na mnie wpadł.
- O jejku, przepraszam najmocniej. Nie chciałem.
Chłopak o półdługich, czarnych włosach (przyt. autorka, Andy w roku 2012), zgrabnym ruchem podał mi rękę.
- Ale nic się nie stało, wypadki przecież chodzą po ludziach, prawda?
Głębia jego oczu, jest magiczna. Nie są niebieskie, tak jak te Andy'go, choć nieznajomy jest złudnie podobny do naszego wokalisty. Jego oczy, są takie brązowe, jak czekolada. Mogłabym się w nich utopić.
- No też prawda. - Chłopak, szczerze się uśmiechnął. - Tak wgl., to Matt jestem. Miło mi cię poznać.
- Hannah, mi ciebie również miło poznać. - Odwajemniłam uśmiech. -
- Skąd jesteś?
Chłopak ruszył do stoiska z fastfoodami i jakimiś napojami. Chwiejnymi, powolnymi ruchami, szłam za nim.
- Ja? Ja jestem z Los Angeles. A ty?
Chłopak poprosił, starszą kobietę stojącą za ladą stoiska o dwie butelki wody.
- Ja? Ja mieszkam parenaście kilometrów stąd.
Uśmiechnęłam się.
- To blisko miałaś. Chcesz coś do jedzenia?
- Tak to prawda. Nie dziękuję, nie chcę.
Matt, wręczył mi do ręki wodę. Upiłam jeden łyk.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się. -
- Ej ludzie to Andy Biersack!!!!
Ktoś krzyknął mi nad uchem. A ktoś drugi podciął mi nogi.
....
_____
Postanowiłam założyć tego bloga. Jak już napewno się domyślacie jest to fanfik o BVB. Tak więc zachęcam was do czytania i komentowania. To, że założyłam tego bloga, nie znaczy, że nie będę kontuonować opowiadania z "czy jest szansa na ratunek". Tam notka powinna pojawić się już jutro.
Ciekawie się zapowiada. Czekam.
OdpowiedzUsuńFajnie się zaczyna. :D
OdpowiedzUsuńPoczątek opowiadania a Hannah już poturbowana xd
Pisz szybko pierwszy rozdział no i mi nie zapominaj o tamtym blogu mała <3
Ciekawie sie zapowiada ;D
OdpowiedzUsuńczekam. ^^
jestem ciekawa co dalej xD
OdpowiedzUsuńCzekam <3
Ops ops ops jakie zajebiste *w*
OdpowiedzUsuńCzekam na rozdział pierwszy mał ;*
Zajebiste ;3 Normalnie dajesz czadu XD
OdpowiedzUsuńI myslę ,ze warto było czekac tak długo na kolejna notke na tamtym blogu , wpdaj też do mnie ;3 ;***
No czekam bo to zajebiste jest narazie ;p
OdpowiedzUsuń